Fragmenty rozmowy z profesorem Romualdem Schildem opublikowanej w Podkowiańskim Magazynie Kulturalnym (nr 48 - zima 2005).

"Rydno, to nie jest jedno stanowisko ani jedna osada. To setki, jeśli nie tysiące osad skupionych wokół kopalni ochry, to znaczy ziaren hematytu, które były eksploatowane od starszej epoki kamienia, już około 20 tysięcy lat temu, aż do, w mniejszej skali, czwartego tysiąclecia przed Chrystusem, ale głównie w tak zwanym późnym paleolicie, u schyłku epoki lodowej, kilkanaście tysięcy lat temu."

"Na obszarze, który ma parę kilometrów kwadratowych, do tej pory odkryto ponad 400 obozowisk z epoki kamienia. Nie tylko w Europie, lecz także nigdzie na świecie, gdzie są stanowiska z tego czasu, nie ma takiej ich koncentracji. Było to wyraźnie miejsce magnetyczne, które przyciągało ludzi z wielu względów (...) Spotykały się tu różne paleolityczne społeczności zbieracko-łowieckie, żyjące w małych grupach składających się z pojedynczych rodzin. Tu odbywały się zgromadzenia tych społeczności, tu kojarzono małżeństwa, wymieniano ówczesne dobra, sprawowano uroczystości. Można powiedzieć, że to tu była 'stolica' ówczesnej Europy środkowej."

"To jedyne takie znane prehistoryczne miejsce na świecie, zabytek na skalę światową, który zmienia nasze wyobrażenia o tym, co kiedyś było."

 

Rydno

Romuald Schild

(...)

Porozmawiajmy może o paleolitycznej osadzie górników hematytu, producentów ochry z Rydna. Czytałam kiedyś, że ochrą posypywał swych zmarłych już neandertalczyk, więc jej znaczenie kultowe musiało być niezwykłe...

Było ogromne. A Rydno, to nie jest jedno stanowisko ani jedna osada. To setki, jeśli nie tysiące osad skupionych wokół kopalni ochry, to znaczy ziaren hematytu, które były eksploatowane od starszej epoki kamienia, już około 20 tysięcy lat temu, aż do, w mniejszej skali, czwartego tysiąclecia przed Chrystusem, ale głównie w tak zwanym późnym paleolicie, u schyłku epoki lodowej, kilkanaście tysięcy lat temu. Nazwę "Rydno", a właściwie "Rydzno" wymyślił mój mistrz, profesor Stefan Krukowski, z powodu krwistoczerwonej barwy ziemi na badanym terenie nieopodal Skarżyska. Kompleks ten jest teraz prawie całkowicie zniszczony, chociaż to zabytek klasy światowej...

Został zasypany?

Rozkopany. Piasek tarasów rzecznych, w którym zalegają pozostałości prehistorycznych osad, został wywieziony, zmieszany z cementem i posłużył budownictwu, razem z tymi zabytkami prawdopodobnie... Na kompleks natrafiono przed pierwszą wojną światową, ale wówczas nie doceniono wagi znaleziska. Dopiero w latach czterdziestych profesor Krukowski, samouk, samotnik i dziwak, niezwiązany z żadnym establishmentem archeologicznym, odkrył jego właściwe znaczenie...

W latach sześćdziesiątych Rydno zostało wpisane do rejestru zabytków, czyli zaczęło być chronione prawem. Ale w Polsce prawo jest łamane notorycznie i tam też dzika i przemysłowa eksploatacja piasku, jako kruszywa w budownictwie, spowodowała, że znaczna część zabytków została zniszczona. Ponieważ jednak badania były już prowadzone, część udało się uratować...

Na obszarze, który ma parę kilometrów kwadratowych, do tej pory odkryto ponad 400 obozowisk z epoki kamienia. Nie tylko w Europie, lecz także nigdzie na świecie, gdzie są stanowiska z tego czasu, nie ma takiej ich koncentracji. Było to wyraźnie miejsce magnetyczne, które przyciągało ludzi z wielu względów, chociaż przede wszystkim z powodu barwnika. Używano go niewątpliwie do celów kultowych, ale też do garbowania skór, czy w ówczesnej medycynie, również w późniejszym okresie. Spotykały się tu różne paleolityczne społeczności zbieracko-łowieckie, żyjące w małych grupach składających się z pojedynczych rodzin. Tu odbywały się zgromadzenia tych społeczności, tu kojarzono małżeństwa, wymieniano ówczesne dobra, sprawowano uroczystości. Można powiedzieć, że to tu była "stolica" ówczesnej Europy środkowej.

Materiał archeologiczny z czasów przedceramicznych jest raczej ograniczony...

Ceramika pojawiła się w tym miejscu Europy dopiero za 5-7 tysięcy lat. Ponieważ kości się źle przechowują, w Rydnie znajdujemy tylko wyroby kamienne oraz ślady obozowisk w postaci zagłębień po domach. Grupy myśliwych ściągały tam nie tylko po to, by zdobyć czerwony barwnik, czy też uzyskać go od grup, które w danym momencie kontrolowały kopalnie. Było to miejsce zgromadzeń tak zwanych rodzin prostych - po angielsku band society... nie ma dobrego polskiego terminu - w celach politycznych i socjalnych. Tam się dokonywały małżeństwa, co było bardzo ważne w ich życiu biologicznym. Sieć wymiany partnerów musiała być dostatecznie duża, by niewielkie społeczności się nie degenerowały fizycznie przez reprodukcję wsobną. To jedyne takie znane prehistoryczne miejsce na świecie, zabytek na skalę światową, który zmienia nasze wyobrażenia o tym, co kiedyś było.

Jak wyglądała paleolityczna kopalnia hematytu?

Hematyt jest tu stosunkowo łatwo dostępny. Występuje jako żwiry i otoczaki w piaskach plaży morza triasowego. Ta plaża to po prostu zestalony pokład żwiru, bliżej powierzchni zwietrzałego i luźnego, który trzeba było przesortować, oddzielając ziarna hematytu od ziaren kwarcu. Lepiszczem była glina, też prawdopodobnie użytkowana, bo ma kolor purpurowy. Złoże z hematytem wychodziło na powierzchnię i, oczywiście, ten powierzchniowy złóg dość szybko został wyczerpany, ale miejscowi górnicy już od 20 tysięcy lat potrafili kopać jamy głębokie na dwa metry.

Poddawany był dalszej obróbce, czy od razu był gotowy do użytku, nadawał się do malowania?

Hematyt był rozcierany na żarnach - a mamy tych żaren na stanowiskach archeologicznych mnóstwo - i potem na ogół mieszany z tłuszczem, chyba że służył na przykład do posypywania zwłok. Resztki szałasów i domostw w tych obozowiskach odróżniają się tym od innych z tego okresu, że po odsłonięciu powierzchni tarasu rzecznego, pod próchnicą, na żółtym tle piasku zapełniającego pozostałości dawnych chat, raptem pojawiają się czerwone plamy wynikłe z domieszki sproszkowanego hematytu. W momencie gdy był rozcierany na żarnach, to część sproszkowanego hematytu dostawała się do otoczenia, zwłaszcza tam gdzie ten proces produkcyjny się odbywał.

Ludzie ci też pewnie chodzili czerwoni cali...

Niewątpliwie łapki mieli czerwone, trudne do odmycia.

Cmentarzysk raczej po sobie nie zostawili?

One były, ale w kwaśnym środowisku biologicznym materiały organiczne ulegają chemicznemu zniszczeniu. Zachowało się trochę kości, ale to są kości z ognisk, przepalone.

Czy przetrwały jakieś ślady życia duchowego tych ludzi?

Takie ślady bywają na ogół w materiałach organicznych. Przedmioty kultu w tym czasie, co wiemy skądinąd, były drewniane albo kościane.

A ślady świadczące o tym, że mieszkańcy osady wymieniali hematyt na jakieś inne dobra, z dalszych okolic...

Tak. Znaleźliśmy masę takich śladów. Oczywiście nie wiemy, co wymieniali w materiałach organicznych, na przykład w produktach żywnościowych czy skórach. Mamy ślady wymiany w postaci "egzotycznych" skał, to znaczy materiału do produkcji narzędzi kamiennych - krzemienie, które występują wyłącznie w Pieninach, kilkaset kilometrów stąd, obsydiany, wydobywane wyłącznie w Słowacji i na Węgrzech, sporo krzemieni importowanych z okolic Krakowa, krzemień z Podlasia...

Nie prowadzono badań, gdzie trafiały ziarna hematytu?

Mamy niewątpliwe dowody, że trafiały na przykład w okolice dzisiejszej Warszawy. W Całowaniu koło Karczewa jest niezwykle interesujące stanowisko ze schyłku epoki lodowej, gdzie znajdowaliśmy hematyt właśnie z Rydna - w dużych ilościach na różnych poziomach. Problem w tym, że nie wszyscy archeolodzy przy eksploracji stanowisk zwracają uwagę na te ziarenka. Często zresztą są to stare badania, a w okresie międzywojennym raczej nie prowadzono wykopalisk, lecz zbierano z powierzchni wydm zabytki odsłonięte przez siły naturalne, na przykład wiatr.

Zostańmy jeszcze chwilę przy wytwórcach ochry, o których z tak nikłych śladów, właściwie tylko różnych kolorów odkrywki, można tak wiele wyczytać... Czy można na przykład wyczytać początki rozwarstwienia społecznego?

To jest okres, kiedy tego rozwarstwienia jeszcze nie ma. Ponieważ jednak badamy rozległy obszar, socjotopograficzne charakterystyki stanowisk, których jest bardzo dużo i leżą w różnej odległości od kopalni hematytu, są odmienne. Mamy stanowiska bardzo bogate, osady, o których można powiedzieć, że są wsiami, gdyż składają się z wielu domostw, co jest rzadkością, bo wsie łączą się na ogół dopiero ze stałym osadnictwem. Te wsie lokują się w najlepszych miejscach z punktu widzenia topograficznego, czy też morfologicznego, stosunkowo blisko samej kopalni i mieszkańcy prawdopodobnie byli jej właścicielami, to jest sprawowali jakąś kontrolę nad dostępem do złoża. To były grupy ludzkie kontrolujące cały ten obszar.

Pewnie musiały to sobie wywalczyć...

Prawdopodobnie. W tych „wsiach” również jest najwięcej egzotycznych importów surowców krzemiennych. Mieszkańcy nie mogli dostać tych surowców inaczej niż przez wymianę. Coś za coś... prawdopodobnie za dostęp do hematytu. To nie znaczy, że sprzedawali ten hematyt. Po prostu zgadzali się, żeby grupa, która przyszła, kopała go sobie. Obszar Rydna leży nad Kamienną. Obozowiska są po obu stronach rzeki. Charakter osadnictwa na przeciwległym brzegu jest zupełnie inny. Obozowiska są mniejsze i krótkotrwałe. Używano tam nawet innego krzemienia, z innego miejsca, niż w osadach bliżej kopalni. Świadczyło to o jakichś politycznych rozwarstwieniach i wynikających z tego ograniczeniach, sytuacja "ludzi zza rzeki" była znacznie gorsza, może różnili się też etnicznie.

(...)


Rozmawiała Maria Konopka-Wichrowska.

Pełny tekst (m.in. jeszcze o Całowaniu koło Karczewa, megalitach z Nabta Playa, badaniach prowadzonych w Sudanie, Etiopii, Egipcie, na Synaju, polsko-amerykańskiej Zjednoczonej Ekspedycji Prehistorycznej): Podkowiański Magazyn Kulturalny

 

Kontakt

  • PTTK - Klub RYDNO
    ul. Kielecka 3
    27-200 Starachowice
  • tel. 661 559 505
  • Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.